Szedłem dzisiaj na pocztę, by wysłać list do znajomej. Zawsze, gdy gdzieś idę, mam na uszach słuchawki. To taka odskocznia, ucieczka od otoczenia, które zwyczajnie mnie wkurwia. Nie potrafię poruszać się inaczej, wyjątkiem jest towarzystwo jakiegoś znajomego.
Mniej więcej kilka metrów od poczty stał jakiś Pan. Od razu zwróciłem uwagę na plamkę na jego marynarce. Granatowej. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest to pozostałość po ptasiej kupie. To mnie tak bardzo zaciekawiło, było tak bardzo intrygujące! Na podstawie takich sytuacji, przynajmniej według mnie, można określić typ człowieka. Na podstawie tej resztki ptasiej kupy byłem stanie wywnioskować, że nie jest to osoba pewna siebie. Bardzo łatwo się poddaje, nie walczy do końca. Gdyby było inaczej, nie zwróciłbym na niego uwagi, nie zauważyłbym tej bieli, która niszczy piękny granat. Zauważyłem.
Stanąłem metr od niego, patrząc się na tę znienawidzoną już przede mną białą plamkę myśląc dokładnie to samo. Jak taka mała plamka na ubraniu może odsłonić człowieka. To chore.
Stałem tam kilka minut. Dopiero po czasie zauważyłem, że ta osoba do mnie mówi, prawie krzyczy. Zdjąłem słuchawki i (jak to ja, bezczelny) popatrzyłem mu w oczy i zapytałem "o chuj Ci chodzi, gościu?". Nie bierzcie mnie za dresa, czy innego prawilnego człowieka jednego z betonowych, polskich osiedli.
Nawet nie zauważyłem, kiedy skoczył za moje plecy, chwycił za rękę i trzymał za moimi plecami.
"Pojedziesz ze mną".
W samochodzie zaczęło do mnie dochodzić, w co się wkopałem. Znowu.
Komisariat wyglądał jak zwykle. Od ostatniego razu nic się w nim nie zmieniło, nadal białe kafelki, chociaż raczej nazwałbym to płytkami i żółte ściany. Nic nowego.
Zaprowadził mnie do swojego "biura" i kazał usiąść.
"Wiesz, że to co zrobiłeś, nie było mądre?"
Pierwsza myśl - pierdol się. Przez kilka sekund wyobraziłem sobie te dwa słowa w każdy możliwy sposób (jako dzieło sztuki, jaki graffiti na murze, jako neonowa reklama jednego z najdroższych kasyn w Las Vegas, gdzie jakiś rosyjski milioner przebranżowił się właśnie na rosyjskiego żebraka, jako napis w Hollywood, jako pieczątkę, którą Pani Krystyna z sekretariatu podbija legitymację Wojtka z 5c, zastanawiając się, czy posłodziła kawę dwiema, czy trzema łyżeczkami. Ta niepewność ją niszczy. Da ją do wypicia dyrektorce, a sama zrobi sobie nową. Posłodzoną dwiema łyżeczkami).
Powstrzymałem się, przypomniałem sobie, że przecież znam naturę tego człowieka, tak łatwo mogę nim manipulować!
"Zdaję. Wiem, że to co zrobiłem, jest karygodne. Jestem młody, zdarza się, że najpierw mówię, a potem myślę. Pan też był w moim wieku, musi pan wiedzieć, jak to jest!"
Andrzej podrapał się po brodzie. Tak naprawdę to miał na imię Tomasz. Jednak z twarzy pasował mi na Andrzeja, więc tak nazwałem. Przemówił.
"Posłuchaj, ostatni raz Ci takie coś odpuszczam, jasne? Następnym razem wzywamy matkę."
Zakończył tak ostro, ozięble. I tak wiem, że Andrzej, a tak naprawdę Tomek, to równy gość.
Już miałem wychodzić, ale zrobiło mi się żal Andrzeja, a tak naprawdę to Tomka. Przecież kupa na mundurze to plama na honorze stróża prawa. Powiedziałem mu o tym. Nic nie odpowiedział, tylko się uśmiechnął. Równy gość z tego Andrzeja. Na ulicy, gdzie był komisariat była super kafejka, z lodami i innymi deserami. Pomyślałem, że fajnie by było zaprosić do niej Andrzeja, ale szybko mi przeszło. To dorosły facet. Pewnie ma żonę, dzieci i kochankę, z którą spędza przymusowe wieczory w pracy. Ah, ten Andrzej. To znaczy Tomek.
Następnym razem, gdy zobaczę kogoś w mundurze policyjnym, zamiast zastanawiać się, czy to dzielny policyjny czy też idiota pragnący sławy w internecie będę po prostu trzymał gębę na kłódkę.
rany, cudownie piszesz
OdpowiedzUsuńPodoba mi się. Czekam na więcej. 8) /Nitro
OdpowiedzUsuńgenialnie c;
OdpowiedzUsuńCo Ty ćpasz? XD
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBardzo fajne (y)
OdpowiedzUsuń